Moduły szkoleniowe

Zapraszamy serdecznie do odwiedzenia naszej grupy facebookowej – Dom Magii i Rozwoju, gdzie prowadzimy moduły szkoleniowe. Wstęp bezpłatny, materiały przygotowujemy z najwyższą starannością i w oparciu o szeroki zasób materiałów źródłowych oraz własne, wieloletnie doświadczenie.

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Tarcza z Glinu

Opis:

Tarcza z Glinu jest silnym ochronnym amuletem, wykorzystywanym z powodzeniem przez rzeszę adeptów z całego świata. Mimo prostoty wykonania, zabezpiecza noszącego przed wpływami z zewnątrz i uniemożliwia odczyt myśli, manipulowanie umysłem i wszelkie niechciane formy ingerencji NWO. Stanowi pierwszą barierę przez zagrożeniami ze świata, w którym przyszło nam żyć i który z każdej strony zagraża naszej wolności i niezależności.

Do wykonania Tarczy potrzebujemy:

-Arkusz folii aluminiowej

-Mały ziemniak

-7 świec

Wykonanie:

Przed przystąpieniem do przygotowania amuletu, powinniśmy upewnić się, że nikt nam nie przeszkadza. Trzykrotnie obejdźmy nasze mieszkanie, upewniając się, że wszystkie okna, drzwi i otwory wentylacyjne są zamknięte i nikt nie będzie nas niepokoił. Ani obserwował. Następnie należy zapalić świece. Jedną z nich bierzemy w dłonie i kierujemy się w stronę bezpieczników. Upewniamy się, że zasilanie w domu jest wyłączone. Jeśli mamy taką możliwość, wyłączamy prąd w całej dzielnicy. Staramy się zminimalizować oddziaływanie fal elektromagnetycznych na czas tworzenia amuletu, by żaden agent Anunnaki nie przeszkodził w naszym przedsięwzięciu. Gdy jesteśmy pewni naszego bezpieczeństwa, przystępujemy do przygotowania amuletu. Wycinamy metrowy pas folii. Wygładzamy go powoli. Oczyszczamy umysł z wprogramowanych myśli. Powtarzamy trzykrotnie: “Kończę z tą iluzją” i wyobrażamy sobie jak ściany pokoju stają się ciągiem pionowych cyfr i znaków. Układamy ziemniaka na środku folii, przy krawędzi. Owijamy go folią w kulę. Resztę materiału owijamy wokół głowy. Nie śpieszymy się. Ceremonia uwolnienia od agentury Anunnaki jest chwilą triumfu ludzkości i powinniśmy poświęcić temu odpowiednią ilość czasu i energii. Wyrównujemy nierówności folii na głowie, umieszczamy ziemniaczaną kulkę nad czakrą korony. Od tej chwili będzie stanowiła barierę przez Tkaczami Iluzji. Będzie filtrowała medialną papkę, którą jesteśmy karmieni przez rządne naszej krwi i energii Rządy Światowe. Ekhm… Przejdźmy teraz do uaktywnienia ochrony. Mając już na sobie ochronną tarczę, wyobrażamy sobie jak wszelkie toksyny, rtęć ze szczepionek, GMO i wszelkie szkodliwe środki dodawane do jedzenia i leków, w celu depopulacji naszego gatunku, odpływają z naszego ciała i zbierają się w ochronnym rdzeniu naszego amuletu. Oddychamy powoli, stabilizujemy nawracające czasem ataki paniki i oczyszczamy ciało i umysł. Gdy znów poczujemy się bezpieczniej, powinniśmy zacząć zauważać złamanie iluzji. Ziemia stanie się prawdziwie płaska, samoloty przestaną maskować wyrzucane przez siebie tony radioaktywnych izotopów. Część ludzi ukaże swe prawdziwe, gadzie oblicza. Nie panikujmy. Nic się nie zmieniło – to my widzimy więcej. Prawda jest tam. Zanim jednak zmierzymy się z zewnętrznym światem, odpalamy drugą świecę i siadamy z nią w kącie pokoju. Ogień, pierwotny, ludzki i niczym nie zmanipulowany pozwoli nam uspokoić umysł poddany nowym, nieznanym bodźcom. Okrywamy się kocem i czekamy aż strach przeminie. Powtarzamy czynność aż skończą się świece. Następnie patrzymy w kalendarz.

Opublikowano Felietony | Skomentuj

Medytacja z olejkami aromatycznymi

Przybory:

7 świec t-light

kominek do olejków

7 olejków eterycznych:
1. ylang ylang
2. wanilia
3. konwalia
4. orchidea
5. wrzos
6. szałwia
7. lotos

Opis:
Trening medytacji siedmiu aromatów opiera się o elementy aromaterapii i technik medytacyjnych. Ma na celu uwolnienie adepta od negatywnych warunkowań, pozwolenie mu na sięgnięcie w głąb własnej duszy i uchwycenie pierwiastka magii, który często pozostaje głęboko pod warstwą kompleksów, wpojonych przekonań i szkodliwego dysonansu między oczekiwaniami społeczeństwa a naszymi własnymi pragnieniami, marzeniami i doświadczeniami. Siedmiodniowy cykl medytacyjny został stworzony, by ułatwić pokonanie tych problemów.

Przed przystąpieniem do treningu należy przygotować miejsce, w którym będziemy praktykować. Zaczynamy od gruntownych porządków, oczyszczenia pomieszczenia i doprowadzenia naszego pomieszczenia do równowagi energetycznej. Mamy czuć się bezpiecznie i osiągnąć relaks. Wskazane jest przygotowanie wygodnego materaca lub poduszki, w zależności od tego, jaką pozycje medytacyjną preferujemy. Każdego dnia należy porządnie wywietrzyć pomieszczenie. Świeże powietrze ułatwi medytację i pozwoli na osiągnięcie lepszych rezultatów.

Ponadto istotne jest dokładne przeczytanie niżej opisanej praktyki, przed przystąpieniem do ćwiczeń. Niektóre dni wymagają dodatkowych przygotowań. W drugim dniu warto przygotować sobie niewielką, słodką przekąskę, która doda nam energii w trakcie praktyki. W dniu trzecim istotne są elementy, które ułatwią nam działania twórcze. Ulubione ołówki, szkicownik lub inne przybory plastyczne mogą okazać się nieodzowne. Szóstego dnia będziemy analizowali nasze życie, przeszłość, więc sięgnięcie do starych zdjęć, pamiątek rodzinnych lub innych, istotnych elementów z przeszłości może okazać się pomocne. Pozostałe dni medytacji praktykowane są bez dodatkowych elementów.

Pierwszy dzień.

Wlewamy kilka kropel olejku o zapachu ylang ylang. Podpalamy świecę i pozwalamy aromatowi roznieść się po pomieszczeniu, wdychamy woń słodką woń ylang ylang. Zamykamy oczy i uspokajamy myśli. Wyobrażamy sobie kulę energii, dziką, zwierzęcą pasję, namiętność wibrującą w naszym ciele. Dziki ogień emocji, zaangażowania i pasji rozpala się w nas, żywioł rozbudza nasze pragnienia, odpycha racjonalne myślenie, uwalnia od poczucia winy, wyuczonej pruderii. Spala kompleksy. Jesteśmy żywiołem, pasją, namiętnością. Oddychamy głęboko, z każdym oddechem stajemy się bardziej zintegrowani z naszym instynktem, naszymi pragnieniami, emocjami, uczuciami. Nie boimy się już negatywnych emocji, gniewu, nienawiści, nie analizujemy ich. Pozwalamy im płonąć, wybrzmieć. Pozwalamy ogniowi naszych serc wypalić się i zabrać ze sobą wszystko, co dotąd nas blokowało, tłumiło. Gasimy świecę. Liczymy do dziesięciu i otwieramy oczy.

Dzień drugi.

Wlewamy olejek waniliowy. Podobnie jak dzień wcześniej, siadamy przy kominku, podpalamy świecę i wdychamy aromat wanilii. Pozwalamy ciepłemu, słodkiemu aromatowi rozejść się i kierujemy energię do naszych mięśni, kończyn. Pozwalamy by energia ożywiła nas. Słodka woń olejku, ciepło energii płynącej w naszych ciałach odżywia nas, dodaje energii i regeneruje po intensywnym, wczorajszym wybuchu namiętności. Ciepła, łagodna energia pozwala nam złagodzić objawy pozbycia się blokad emocjonalnych, koi resztki poczucia winy, związanego z przełamaniem wyuczonych barier. Dziś odpoczywamy, zbieramy siłę. Pozwalamy energii krążyć w ciele, odbudowywać i zasilać organy wewnętrzne. Jeśli odczujemy głód, nie bójmy się sięgnąć po coś do jedzenia. To jest czas przygotowania się do tego, co przyniosą następne dni.

Dzień trzeci.

Tego dnia powinniśmy sięgnąć po aromat konwalii. Delikatna, kwiatowa woń pozwoli naszemu umysłowi odnaleźć iskrę, która pokieruje nas w stronę nieograniczonej kreatywności. Zainspiruje, rozbudzi wyobraźnię. Skupmy się więc na głębszej medytacji, zapadnijmy się w sobie i pozwólmy umysłowi płynąć. Nie filtrujmy naszych myśli, oglądajmy film, jaki wyświetli się nam za powiekami. Wiele z obrazów pojawi się niespodziewanie, jeszcze więcej zniknie zapomniana, lecz spróbujmy wychwycić najciekawsze. Przelejmy je później na papier. W formie obrazu, tekstu, rzeźby czy innej formy twórczej. Dziś rządzi wyobraźnia, nieograniczona moc kreacji. Bawmy się i przelejmy w rzeczywistość wszystko to, co stworzy nasz umysł.

Dzień czwarty.

Dnia czwartego przyszedł czas na orchideę. Kwiat duchowego piękna, prawdy i pracy magicznej.
Dziś będziemy skupiali się na swoim wnętrzu, pozwolimy sobie na introspekcję i przeanalizujemy swoje zalety i wady. Mocne i słabe strony. Egzotyczna woń storczyków skłania do podążenia w stronę duchowego poranka. Otwarcia oczu na prawdę o sobie samym. W pierwszej kolejności pomyślmy o tym, co w sobie lubimy, jakie nasze cechy są dla nas ważne i które z nich pozwalają nam osiągać to, czego pragniemy. Skupiamy się na nich, przypominamy sobie okoliczności, w których okazały się niezbędne. Tę samą czynność wykonujemy przy naszych wadach, słabych stronach, które uniemożliwiają nam realizację zamierzeń. Pozwalamy sobie na odrobinę narcyzmu, karcimy się odrobiną autokrytycyzmu. Znajomość naszych cech, uświadomienie sobie naszych ułomności daje nam poczucie siły, bezpieczeństwa i kontroli. Otwiera oczy na prawdę o nas samych. Kierujemy energię do naszego wnętrza, pozwalając jej odkryć w nas to co ukryte, obudzić prawdziwą siłę i zaangażowanie w pracę nad sobą i rozwój.

Dzień piąty.

Wrzos. To temat przewodni piątego dnia. Podobnie jak w poprzednich dniach, siadamy przed kominkiem, pozwalamy naszemu ciału pogrążyć się w relaksującej ciszy. Otoczeni aromatem wrzosowego olejku kierujemy naszą uwagę wgłąb siebie. Dziś nie będziemy skupiać się na naszych emocjach, uczuciach, przeżyciach czy traumach. Dziś pozwolimy energii płynąć. Oddychamy głęboko, uwalniamy pokłady wewnętrznej siły, która dotąd pozostawała stłumiona. Dziś puszczają tamy, energia płynie w naszym ciele z siłą tsunami, rozpychając meridiany do granic wytrzymałości. Kierujemy energię do dłoni i stóp. Czujemy jak pali nas wewnętrzna część dłoni, jak pulsuje w nas krew. Wsłuchujemy się w bicie naszych serc, nasze głębokie oddechy. Jesteśmy siłą, jesteśmy magią samą w sobie. Jest naszą częścią i naszym życiem. Już bez emocji towarzyszących pierwszemu dniu, stajemy się zimnym, białym światłem, latarnią wśród ciemności. Pozwalamy temu światłu odgonić mrok, oświetlić nam drogę, zmieść przeszkody, które odgradzają nas od szczęścia. Medytację kończymy powoli. Skupiamy światło w sobie i przechowujemy tę siłę w swoich sercach aż do czasu, gdy będzie potrzebna. Wtedy będziemy gotowi.

Dzień szósty.

Przedostatni dzień praktyki przeznaczamy na pracę z aromatem szałwii. Pełni energii, zaznajomieni z naszymi pragnieniami, dobrymi i złymi cechami. Ogarnięci twórczą inicjatywą i zregenerowani po trudach życia codziennego, przeznaczamy ten dzień na przemyślenia. Aromat szałwii skłania do spojrzenia na wszystko szerzej. Dziś więc skupimy się na mądrym, sprawiedliwym i krytycznym podejściu do tego co dzieje się w naszym życiu. Zaglądamy w przeszłość, sięgamy do tego co było dla nas ważne, radosne lub bolesne. Co nas ukształtowało, co kształtuje nadal i kierujemy naszą uwagę ku temu, dokąd zaprowadzą nas nasze decyzje. Zastanawiamy się czy to, co czujemy, co nas gryzie jest dalej na tyle istotne, by to pielęgnować i zasilać. Czy przypadkiem nie robimy sobie tym tylko krzywdy? Pogodzeni z przeszłością, bez lęku patrzymy w przyszłość.

Dzień siódmy.

Ostatni dzień naszej przygody. Nadszedł czas na ostatni aromat – lotos. Dzisiejsza medytacja będzie szczególna. Nie poświęcamy w niej uwagi niczemu. Pozwalamy naszemu ciału rozluźnić się i napełnić energią, lecz nie wymuszamy niczego ponad to. Oddychamy głęboko, uspokajamy myśli i trwamy w ciszy. Jesteśmy w pustce, w naszym wewnętrznym kosmosie. Otoczeni nieskończoną przestrzenią wisimy pogrążeni we śnie. Niepotrzebne myśli giną w pustce, jesteśmy tylko my. Trwamy w tym stanie, pogrążeni z ciszy, sięgamy umysłem do świata na zewnątrz. Nie jesteśmy już sami. Jesteśmy światem. Powietrzem, ziemią, płomieniem świecy. Kroplą wody na liściu. Płatkiem śniegu za oknem. Rośliny stają się naszymi członkami, zwierzęta żyją w nas, stają się naszą częścią. Jesteśmy Ziemią. Jesteśmy wszechświatem. Jesteśmy.

Opublikowano Medytacja | Otagowano , | Skomentuj

Przemiana w ogniu.

1 lutego wiccanie obchodzą święto IMBOLC – święto światła. Jest to czas, gdy z jednej strony mamy kulminację zimy, a zdrugiej już daje się zauważyć wydłużenie dnia – czujemy, że nie bedzie trwała wiecznie. Jednocześnie jest to również czas, gdy zazwyczaj łamiemy nasze noworoczne postanowienia…

“Nasiono Ognia”.

Rytuał “Nasiono Ognia” zaprezentowany w książce Carl F. Neal “Imbolc” ma za zadanie wzbudzić w nas energię motywacji konieczną do realizacji nawet największych pragnień. Nasiono Ognia ma płonąć w nas aż do wiosny lub lata, a nawet dłużej, i wtedy dopiero wydać owoc.

Sam rytuał ma bardzo teurgiczną naturę – jego celem jest nasza wewnętrzna przemiana, czyli coś, co jako różokrzyżowiec praktykuję na ścieżce duchowej alchemii. Warto tu zauważyć, że rytuał ten ma odniesienia do pracy, jaką wykonuje kowal, a to kowale podobno byli pierwszymi alchemikami.

Nie jestem wiccaninem, nie praktykuję też “magii” w sensie własciwym dla tego rytuału, dlatego też postanowiłem dostosować go do mojej osoby, zachowując jego strukturę i główne elementy. Dla mnie będzie to bardziej rozbudowana forma medytacyjna, bowiem rytuał “Nasiono Ognia” sprowadzę do stworzenia talizmanu (lub sigila) i jego konsekracji.

Będzie to dla mnie pewnego rodzaju eksperyment, którego realizacja będzie też konkretną pracą duchową.

Symbolika.

Magowie przez wieki tworzyli talizmany, które miały za zadanie chronić nas, zapewniać dobrobyt i szczęście. Były widomym symbolem tego, czego nam brakowało, czego pragnęliśmy, a co talizman miał nam zapewnić – dokładnie taki  jest też cel rytuału “nasiono ognia”. My stworzymy na kartce papieru własny talizman, w którym umieścimy nasze pragnienie wyrażone pojedynczym znakiem – sigilem. Nasz talizman wzmocnimy dodając do niego wybrane symbole.

Zacznijmy więc od wyboru symboli  – w rytuale korzysta się z ognia oraz wody, więc oprzyjmy nasz wybór na tych dwóch żywiołach i poszukajmy właściwych korespondencji.

Najważniejszy w rytuale jest ogień, w którym przemianie ulega nasze pragnienie. Ogień trawi, niszczy i oczyszcza. Po przemianie ognia zostaje przecież to, co dla nas korzystne:

  • tak jest po ugotowaniu wody, czy pożywienia, gdy możemy bezpiecznie spożywać pokam i pić napoje
  • tak jest, gdy przetopimy rudę i uzyskujemy bardzo cenne surowce
  • tak jest wreszcie, gdy palimy po prostu w piecu i uzyskujemy ciepło na ogrzanie naszych domów.

Powinniśmy zatem sięgnąć przede wszystkim do Słońca – zwróćmy od razu uwagę, że rytuał przeznaczony jest na czas “wzrostu” oddziaływania na świat Słońca. Nasze pragnienie, nasza motywacja, ma rosnąć wraz z nim. Słońce to świadomość, odpowiada mu heksagram, właściwą porą dnia jest południe, a roku lato. Będziemy korzystać z gorących kolorów: czerwonego, złotego i żółtego. Wśród znaków zodiaku Słońce panuje nad Lwem, a do znaków ognia zaliczamy jeszcze Strzelca i Barana. Możemy jeszcze dodać do tego Archanioła Michała.

Drugim pod względem ważności elementem rytuału jest hartowanie w wodzie. Żywioł wody, poza zdolnością do hartowania metali, również oczyszcza, choć nieco inaczej niż ogień. Po oczyszczeniu w wodzie odkryte tym procesem piękno zachowuje się dłużej niż po oczyszczeni w ogniu (w którym piękno dostrzegamy prawie wyłącznie przez czas trwania samego procesu oczyszczania). Efekt ten jest związany z pamięcią wody. Woda odpowiada bowiem w alchemii za zdolność zapmiętywania. To element wody zapewnia nam wspomnienia, to on jest nośnikiem informacji. Hartowanie w wodzie właśnie daje taki efekt.

Wodzie odpowiada Księżyc, który 1 lutego będzie w 3 kwadrze – jest to najlepszy czas, gdy chcemy się czegoś pozbyć, lub od czegoś uwolnić – no a przecież pragnienie silnej motywacji to nic innego jak pragnienie pozbycia się naszego lenistwa…. Księżyc panuje nad znakiem Raka. Do trygonu wody należą jeszcze Skorpion i Ryby. Księżyc to nasza podświadomość i intuicja, odpowiada mu też dziewięciobok symbolizujący złożoność naszej psychiki – ten sam, na którym oparto enneagram. Jednocześnie żywioł wody to jesień, pora dnia zmierzch, a kierunek świata – zachód. Nad żywiołem wody panuje Archanioł Gabriel.

Tworzenie sygila.

Najważniejszym elementem naszego talizmanu będzie pojedynczy znak symbolizujący nasze pragnienie. Znak ten musi być unikalny – tak, jak nasze pragnienie. Musi mieć znaczenie dla nas, musimy go rozumieć i wiedzieć dlaczego to właśnie on symbolizuje nasze pragnienie.

Jeśli tworzyłeś już sygile, to możesz skorzystać ze znanej Tobie metody – będzie ona najlepsza. Jeśli chcesz możesz poszukać jakiś tradycyjnych metod, ale możesz również zapoznać się z opracowaną przeze mnie – zaznaczam, że w pewnym zakresie jest ona zabawą, ale zapewniam, że nie ma powodu aby nie była równie skuteczna, jak dowolnie inna.

Zacznijmy od ułożenia zdania opisującego nasze pragnienie.  Dla przykładu użyję takiego:

BOŻE SPRAW, ABY MI SIĘ CHCIAŁO, TAK, JAK MI SIĘ NIE CHCE!

W pierwszym kroku zamieniamy każdą literę na odpowiadającą jej cyfrę (ignorując wszelkie znaki interpunkcyjne, ale zachowując strukturę słów). Skorzystam dla tego celu z mojej magicznej tablicy;-):

1

Wystarczy odnaleźć literę na tablicy i zamienić ją na cyfrę:

1592 7618 118 53 732 131145 714 414 53 732 532 1322

Następnie dla każdego słowa dokonujemy redukcji teozoficznej, czyli sumujemy cyfry:

17 22 10 8 12 15 12 9 8 12 10 8

Ponieważ zostały jeszcze słowa dwucyfrowe, to ponawiamy operację:

8 4 1 8 3 6 3 9 8 3 1 8

Zostało nam tyle cyfr, co słów, czyli 12. Ponieważ 12 to też dwie cyfry, więc ich liczbę zmniejszamy. Robimy to sumując sąsiednie cyfry tak długo, aż obliczona suma będzie dwucyfrowa – w większości przypadków spowoduje to zmniejszenie ilości cyfr:

12 14 18 11 9

Mamy teraz 5 “wyrazów”, które również redukujemy:

3 5 9 2 9

Dostaliśmy ostatecznie 5 cyfr odpowiadających naszej intencji. Teraz pora aby wyrazić ją graficznie. W tym celu łączymy odpowiednie pola naszego magicznego kwadratu, startując od małego kółka, a kończąc zamykającą znak kreską. Linie powinny być prostymi odcinakami na ile to tylko możliwe. W przypadku, gdyby dwie linie maiły się pokryć lepiej poprowadzić łączenie łukiem.

W pewnym momencie w procesie redukcji zmniejszyłem ilość “słów”, co przełożyło się na ilość linii w symbolu. Zrobiłem to ponieważ nasza tablica magiczna ma tylko 9 pól do rysowania znaku magicznego i duża ilość linii mogłaby zamazać nasz sigil. Wydaje mi się po prostu, że optymalna liczba lini jest pomiędzy 4 a 9.

Talizman z przykładu wyglądać może tak:

2

Konsekracja talizmanu.

Konsekracja talizmanu nadaje mu duchowego znaczenia. To ona sprawia, że talizman staje się “magiczny”. Konsekrację przeprowadzę pod auspicjami Archanioła Zadkiela – to on bowiem opiekuje się duchową przemianą, której chcemy dokonać.

Przygotowanie do rytuału wygląda mniej więcej tak:

  • tworzymy talizman (o ile go jeszcze nie mamy)
  • oczyszczamy się – minimum to przygotowanie miejsca na rytuał i umycie rąk
  • zapalamy kadzidło, tak aby jego aromat wypełnił pomieszczenie przed rytuałem.

Rytauł przebiega wg następującego schematu:

  • zapalamy świecę i przywołujemy naszego opiekuna (ja – Archanioł Zadkiel). Możemy też przywołać inne byty właściwe dla naszegoo celu – np. Archonioł Michał i Archanioł Gabriel)
    ARCHANIELE ZADKIELU!
    WYSIEWAM TO NASIONO OGNIA TYLKO W JEDNYM CELU
  • odczytujemy intencję
  • składamy talizman w trójkąt i zapalamy od świecy
    NIECH SIĘ TAK STANIE!
  • odkładamy do bezpiecznego paleniska, aby kartka się dopaliła
  • zbieramy znad paleniska energię nasiona ognia rękoma tak, jakbyśmy zbierali dym
    NIECH SIŁA WODY ZAHARTUJE TO ZIARNO!
  • wypuszczamy energię z rąk do kielicha z wodą
    W TYM KIELICHU JEST NASIONO OGNIA.
    POMOŻE MI OSIĄGNĄĆ CEL NIKOMU NIE SZKODZĄC.
    STANIE SIĘ CZĘŚCIĄ MNIE I BĘDĘ NOSIĆ TEN PŁOMIEŃ W SOBIE!
  • bierzemy kielich w rece
    NIECH SIĘ TAK STANIE!
  • wypijamy napoj
    NASIONO JEST TERAZ WE MNIE
    I BĘDZIE PŁONĄĆ AŻ CEL ZOSTANIE OSIĄGNIĘTY!
  • dziękujemy opiekunowi i zamykamy rytuał gasząc świecę

Krótkie podsumowanie.

Oczywiście rytuał można dostosować do siebie – np. słowa można wypowiadać głośno, szeptem lub cicho. Napisałem powyżej, że traktuję to jako medytację. Jest tak, ponieważ dla mnie jest to operacja głównie mentalna – zarówno podczas tworzenia talizmanu, jak i jego konsekracji,. Cały czas mam interakcję z fizycznym światem i w żadnym momencie nie przeprowadzam jej w jakimś mistycznym transie z zamkniętymi oczami. Choć pewnie tworzenie talizmanu w wyobraźni mogłoby się okazać jeszcze bardziej efektywnym działaniem niż jego rysowanie na kartce.

Jeśli chcemy możemy też zachować talizman – np. wykonaliśmy go z niezwykła starannością, lub w jakimś bardziej trwałym materiale niż papier. Wtedy konsekracja nie będzie polegała na spaleniu go.  Po prostu przeciągamy talizman przez płomień (lub nawet nad płomieniem), potem zanurzamy na chwilę w wodzie (lub też możemy smbolicznie spryskać go wodą), a na koniec przykładamy do czoła lub serca aby symbolicznie się z nim zsynchronizować. Jeśli zachowujemy talizman, to pamiętajmy aby go nie zniszczyć przynajmniej do momentu osiągnięcia celu. Potem możemy uważać, że wyczerpaliśmy jego moc i albo go trwale  i skutecznie niszczymy, albo przechowujemy w zabezpieczonym miejscu. Nie wolno go w każdym razie wyrzucić w całości na śmietnik!

Praca magiczna to głównie eksperymenty, więc nie unikajmy zmian. Pamiętajmy jednak, że wszystkie elementy muszą być dla nas jasne, zrozumiałe i nade wszystko konkretne. W żadnym wypadku nie wolno tworzyć nieokreślonych myśli, np. jeśli nie wiemy jaki opiekun byłby właściwy, to wybieramy takiego, który nam się najbardziej podoba, a nie zdajemy się na los mówiąc “Niech ktoś się tym zaopiekuje”, bo zapewniam, że chętnych znajdzie się wielu…

Na koniec ostatnia już uwaga – nie przesadzajmy w komplikowaniu rytuału i talizmanu. To nie w tym jest jego siła.

Życzę powodzenia w spełnianiu marzeń i wewnętrznej przemianie!

Opublikowano Bez kategorii, Medytacja, Rytuały i zaklęcia | Skomentuj

Piekło biblijne

A raczej jedna z jego interpretacji.

graf 1

Sposób, w jaki religie przedstawiły Piekło jest jedną z wielu metod kotwiczenia najgłębszych lęków w dziejach ludzkości. Odnieśli sukces, czego dowodem jest dzisiejszy wizerunek religijnej władzy i kontroli, a metodami ich utrzymania jesteśmy otaczani każdego dnia. Są wszędzie, jak okiem sięgnąć, a skutki są niestety zakorzenione. Wierzący, czy nie, każdy ma jakiś obraz Piekła (i nieba). Jest jak wirus, który opanował Błękitną Kulę, prześladując swoim smrodem niemal na każdym kroku; religia w szkołach, w filmach, książkach, wszędzie kościoły, pamiątki w sklepach, wizerunki/symbole w telewizji, internecie, religijni ludzie wokół… Nie da się uciec religijnym egregorom, ale można zacząć od rozpuszczenia ich mocy, zawieszonej w powietrzu osobistej przestrzeni.

“Najstarsze i najsilniejsze emocje ludzkości to strach, a najstarszym i najsilniejszym rodzajem strachu jest strach przed nieznanym.”  – H.P. Lovecraft (ale ma swoje za pazurami)

Tysiące lat temu, rosnące w siłę nowe nurty religijne (z dniem dzisiejszym te najpotężniejsze), dzięki inspiracji mitami Starożytnego Egiptu i gromadzeniu dotychczasowej wiedzy o Ludzkiej Naturze, którym przyświecał cel przejęcia kontroli nad światem, musieli tę wiedzę „O Człowieku” wykradać i ukrywać. Takie praktyki pozwoliły o niej zapomnieć, a w rezultacie uczynić człowieka głupim i tępym narzędziem do eksploatowania, gotową do poświęcenia owieczką, bateryjką do wysysania prądu itp. Dzięki rozsiewaniu strachu, mordowaniu, gwałceniu, plądrowaniu, składaniu ofiar w ogniu i wszelkich okropności, jakie człowiek jest w stanie zrobić żyjącym istotom, wmówili swe jedyne powiernictwo boga na Ziemi i przekazują jego wolę, a to już daje „prawdziwy” obraz z jakim bogiem mieliśmy i mamy do czynienia, a oraz jak i czym się żywi. Wystarczy spojrzeć na dokonane czyny w imię choćby tylko nowego testamentu. Zabijali nawet bogobojnych. Każdy, kto choćby krzywo spojrzał na krzyż ginął w nieprzyjemny sposób. Wszystkie praktyki służyły potęgowaniu strachu, wymuszaniu lojalności, przejmowaniu władzy za cenę życia. Łącznie miliony ludzkich żyć, w celu wyplenienia innych systemów, mądrości, inteligencji, samodzielnego myślenia, dla jednego celu – utrzymania władzy. Zatem w ramach jej utrzymania wszystko co ludzkie, musiało stać się nie tyle co obce, a stać się wrogiem samego człowieka.

Dla utrzymania władzy, wraz z ewolucją myśli ludzkiej, religijny wirus przeszedł transformację z „okrutnie” starego testamentu, do łagodniejszego „winnego” nowego. Aby dziś trzymać ludzi w kajdanach, będą potrzebować trzeciej księgi, która moim zdaniem będzie zaprzeczeniem dwóch pozostałych. Pożyjemy zobaczymy. Jeżeli zostaną postawieni przed sądem ostatecznym, być może będziemy świadkami upadku kościoła (i innych religii).

Wracając do skutków polityki religijnej, co musiały jeszcze zrobić? Na początku odwrócić ludzką naturę przeciwko samemu człowiekowi, przykładowo rozwój, inteligencja, mądrość, ambicje, pragnienia, inspiracje, twórczość, wolne myślenie były (i są do dziś) wrogiem religii, ponieważ pozwalały na indywidualną kreację, będącą w sprzeczności z domniemaną wolą boską, w każdym razie z doktryną kościoła, nie tylko katolickiego. Te cechy zwyczajnie utrudniały kontrolę. Trzeba było je wyplenić.

Mało tego, kościół wierzy, że skoro zostaliście w nim ochrzczeni, zazwyczaj wbrew waszej woli, to stanowicie jego własność. Wierzy, że ma prawo przetwarzać wasze dane osobowe, handlować nimi, robić co mu się żywnie podoba. W gruncie rzeczy będąc ochrzczonym stanowicie jego własność, nosicie jego sakramenty, a to ma swoją cenę. Wierzy, że jesteście zwykłymi owieczkami, stadem „baranów i kozłów ofiarnych” przymusowo pouczanych jak trzeba postępować, jak żyć – „ksiądz powiedział, ksiądz powiedział…”, większość księży jest głupia jak but, wystarczy posłuchać ich coraz bardziej zaskakujących wypowiedzi, czy pooglądać coraz bardziej absurdalne materiały wideo, a że czasem uda się niektórym powiedzieć coś mądrego, nie stawia kościoła na pozycji mądrości.

kościół był i jest wrogiem indywidualizmu, siły ludzkiej, wolnego myślenia – przeraża go to. Pomimo odwracającej się sytuacji, z dniem dzisiejszym stał się głupszy od większości i nie pozostaje mu nic innego jak utrzymywać swoją głupotę wśród kurczącego się stada. Najbardziej wytrwali będą walczyć do końca i tyle po nich zostanie, ale właściwie jakim trzeba być człowiekiem aby stać w obronie tej instytucji, mając świadomość jej niekończących się od tysiącleci zbrodni?

“kościół rzymsko-katolicki nie był nigdy, i nadal nie jest rzecznikiem rozumu, prawdy i racjonalizmu, obracał się w świecie fikcji i urojeń, był wrogiem zdrowego rozsądku ludzkiego, nowoczesnej nauki, humanitaryzmu, twierdzą obskurantyzmu, a jego działania sprzyjały zjawisku zamroczenia umysłów, fałszywych wyobrażeń, wiary w zabobon.”
~ Andrzej Rodan – “Największe zbrodnie kościoła t I”

Wartą uwagi jest również książka Wojciecha Dastych „Perła pod krzyżem”, wydana w 2018.

graf 2

Piekło było i jest jedną z najskuteczniejszych metod zastraszania. Ludzie zrobią wszystko, choćby najbardziej absurdalne rzeczy, aby tylko nie pójść do wyimaginowanego miejsca, w którym poniekąd i tak się znajdują i tak… nawet Tu i Teraz. Ci ludzie starają się wypełniać wolę bożą, przekazywaną przez ludzi o niskim poziomie inteligencji, będących na poziomie intelektualnym ery kilkaset lat wstecz. Ci ludzie dają na tacę, w nadziei że bóg to widzi i doceni, próbują się wkupić po śmierci do miejsca, którego nikt nigdy nie widział i nie jest w stanie udowodnić jego istnienia. Ci ludzie rozkoszują się osobistym cierpieniem jak ojciec nakazał, a wszystko jest jego wolą… Skoro nie jesteśmy w stanie udowodnić istnienia tych miejsc w swej religijnej postaci, to po co marnować życie na dopasowywanie się do systemu „Wiary na słowo”? Przecież kościół jest odpowiedzialny za śmierć milionów ludzi na przełomie tysiącleci. Nie lepiej żyć moralnie i etycznie po swojemu? Dzisiejszy świat jest skutkiem braku samodzielności, zrzucania odpowiedzialności i winy na siły wyższe, które jak widać, mają ludzkość gdzieś w głębokim poważaniu. Ludzie tak naprawdę nie umieją być wolni i niezależni – nie chcą. Wolą być słabi, niedołężni i niedorozwinięci intelektualnie, chcą być prowadzeni za rączkę gdzieś z oddali – prosto na stos. Głównie takich ludzi przyciągają religie.

Nawet w czasach współczesnych każdy ma jakieś wyobrażenie Piekła, nie chcę go burzyć, a jedynie pomóc zrozumieć. Piekło biblijne jest dość złożoną strukturą, stworzoną w oparciu o wiedzę tajemną i (na tamte czasy) naukę ścisłą.

graf 3

OBRAZ PIEKŁA:

Jako bezkresny ogień, trawiący w niewyobrażalnych męczarniach dusze niewiernych, heretyków, wszystkich sprzeciwiających się woli boga itp, którego królem jest Szatan. Niektórzy księża mawiają „Piekło jest tu na Ziemi” i mają rację. Piekło funkcjonuje w przestrzeni astralnej – to Umysł Ludzki, wszystko co ludzkie (przestaje być nam obce). „Królestwo Piekielne” jest całkowitym odzwierciedleniem ludzkiego umysłu, a Szatan całym jego potencjałem i zależy mi abyście, drodzy czytelnicy to zapamiętali. W pierwotnej postaci Szatan był symbolem naszej Ludzkiej Natury, a przed nią nie ma żadnej ucieczki, można najwyżej wznieść się ponad nią, a i tak będzie towarzyszyć i tak. Szatan posiada całkowity potencjał rodzaju ludzkiego, zwierząt, a oraz poniekąd przyrody, ale wiedza bez mądrości jest po prostu sucha. Cofnijmy się jeszcze w przeszłość. Wyjaśnijmy sobie kim/czym jest Szatan.

Z perspektywy Ścieżki Prawej Ręki, Lucyfer – symbol mądrości, prawdy, wiedzy, intelektu i nie tylko… przeciwnik boga. Pokonany w wojnie o niby boskie dziedzictwo został zrzucony sprzed bram nieba. Spadając został ukarany poprzez zmianę formy fizycznej i mentalnej w Istotę Piekielną – za karę stał się swoimi ambicjami, arogancją, zuchwalstwem, a być może obdarzono go takimi cechami… Prze-polaryzowany w negatyw, przez stworzyciela jedynie królestwa niebieskiego. A propo stworzyciela, bóg nie stworzył Wszechświata, a został przez niego zrodzony. Dowód jest bardzo prosty – pierwiastek męski nie jest w stanie urodzić, to wbrew naturze. Trzymając się naturalnego porządku w zbiorze Mandelbrota, jedynie kobieta jest w stanie urodzić. A więc w rdzeniu wszystkich religii głównego nurtu gnieździ się kłamstwo (moim zdaniem fałszywy stwórca, fałszywy bóg ma na imię marduk, ale o tym w swoim czasie).

Lucyfer nigdy nie chciał stać się bogiem, a boga obalić. Lucyfer brzydzi się wszelką koncepcją bogów. Celem wzniesionego buntu było obalenia królestwa niebieskiego, aby umożliwić powrót Pierwotnej Matce, której tak bardzo w niebie (i na Ziemi) się boją.

Po pokonaniu oddziałów Lucyfera zrzucono go, a oraz innych ocalałych, zapewne za pomocą technologii opartej na Czarnych Dziurach, której obecnie jeszcze nie rozumiemy, do niższego wymiaru, przestrzeni funkcjonującej jako przysłowiowe Piekło. Wiele zapisków połączonych ze sobą wskazuje na przestrzeń w jednym z dwóch wymiarów czasowych, a jednocześnie będącego przestrzenią Umysłu, a więc Czwarty Wymiar. Wymiary pięknie opisuje Teoria Strun, pomimo że brakuje jej jeszcze elegancji, spokojnie może wystarczyć. Z pewnością niektórzy zaprotestują „w tamtych czasach wierzono w płaską ziemię i że wszystko kręci się wokół dysku”… ok, a co jeżeli to kolejne kłamstwo wymyślone przez kościół dla lepszej kontroli? Posiadali wiedzę astronomiczną, mieli fundusze na rozwój, którym nic się nie dzielili – ludzie byli i są bateryjkami do wysysania prądu i pieniędzy, które po zużyciu można bez wyrzutów sumienia wywalić, a za pogrzeby też się płaci.

Dopiero Mikołaj Kopernik udowodnił kształty Planety oraz jej ruch. kościół wiedział, nie powiedział. A więc teorię płaskiej Ziemi można przyjąć za manipulacyjną technikę oddzielania człowieka od Wszechświata, pozostawieniu go samemu sobie, pod kontrolą i wpływem tej odrażającej instytucji, a tym samym powstrzymać ciekawość przed poznawaniem i kontynuować dzierżenie berła władzy.

Z pewnością niektórzy zadadzą pytanie skoro Lucyfer stał się Szatanem to przecież go nie ma w swej pierwotnej postaci? To skomplikowane, jak cała zamieszkiwana przez nas Wszechrzeczy. Gdybyśmy rozumieli strukturę czasu i przestrzeni wielowymiarowej, moglibyśmy dojść do wniosku „Lucyfer w swej pierwotnej postaci gdzieś tam jest, w innym czasie i innej przestrzeni, w przeciwnym razie nie mielibyśmy możliwości korzystania z jego potencjału”

graf 4

Starożytna wiedza astronomiczna np. Majów z Ameryki Środkowej udowadnia posiadaną przez nich wiedzę astronomiczną, pomimo braku znacznej ekspansji cywilizacyjnego rozwinięcia. Jest jeszcze coś… mianowicie wszędzie natrafiano na ślady podobnych do siebie wężowych bóstw. Dlaczego systemy religijne, na całym globie, pozbawione wzajemnych kontaktów tyle mówią o wężach? Każda na swój sposób? Niektóre systemy węże czczą, a inne potępiają? Skoro nasuwa się tyle podobieństw, można przyjąć teorię starożytnych kosmitów, niekoniecznie w fizycznej postaci, mogły być to po prostu kosmiczne siły naładowane taką, a nie inną częstotliwością, pobudzającą prymitywny mózg do konkretnych działań oraz wyobrażeń. W każdym razie jedna naładowana w ten sposób siła odcisnęła swoje piętno, jej moc utrzymuje się na planecie do dnia dzisiejszego – fałszywego boga marduka, który posiada przynajmniej 50 różnych imion (Grimoire of Tiamat, Tablice Enuma Elish, Gnoza Babilońska), przez co moim zdaniem jest on tym samym przedstawicielem we wszystkich religiach głównego nurtu, choćby w judaizmie, czy islamie, a oraz w jaki sposób i czym się żywi, ich imiona z pewnością znacie.

Nawet Hermes Trismegistos (pomimo że to postać fikcyjna) mógł być jednym z imion marduka, ponieważ poznał Trzy Prawdy Stworzenia, a więc albo był ich świadkiem, albo został nimi obdarzony. Być może marduk skusił ludzkość wiedzą i mocą, a następnie na mocy niedomówień w umowie dokonał inwazji.

Tiamat, Pierwotna Matka wraca z Otchłani zapomnienia, a Sąd Ostateczny się rozpoczął. Przysłowiowy sąd ma charakter kosmicznej siły, ładunku oczyszczającego naszą Planetę (i nie tylko) z wpływów fałszywego boga (jego imię już znacie). Niestety dusze ludzkie (i duchy, mające szansę stać się duszą, jak i inne istoty niższego szczebla) na siłę trzymające pierwiastek fałszywego boga w sobie, zostaną całkowicie i bezpowrotnie rozpuszczone w Słonych Wodach Pierwotnej Otchłani. bóg nie zabierze ich do siebie, do swojego niebieskiego królestwa, ponieważ nie ma takiej mocy, ani technologii – on się tylko żywi cierpieniem, śmiercią, podziałami itd. Dlaczego nie zabierze swojego stadka? Ponieważ tylko Pierwotny Chaos jest Kreacją i Zniszczeniem, życiem i śmiercią, oryginalnie stamtąd pochodzimy i tam wrócimy. Dla poszczególnych istot Pierwotny Chaos jest Domem, dla pozostałych (noszących sakramenty obcych systemów) bezpowrotną śmiercią duszy.

Marduk wraz z odejściem zabierze swoje dzieło, zostawiając stado owieczek na przysłowiowe pożarcie. Tak rozpoczął się Czyściec. Każdy człowiek ma szansę wyrzec się pierwiastka fałszywego boga i przejść transformację, wrócić do swej naturalnej postaci. Kolonizacja Ziemi, a w niej wynaturzanie Naszej Demonicznej Natury właśnie dobiega końca. Odzyskujemy NASZ świat. Dlaczego Demonicznej? Już za chwilę.

A więc spadający sprzed bram nieba Lucyfer (ukazujący się czasem w niektórych mitach jako dziewczynka – pierwiastek żeński) za karę został przeistoczony w Szatana (ukazującego się czasem w niektórych mitach jako chłopczyk – pierwiastek męski), symbol/Rdzeń Ludzkiej Natury. Szatan i Lucyfer w jednym ma na imię Samael – Jad boga. Następnie zrzucony do Piekła, jednak go nie stworzył. Tzw Piekło istniało wcześniej jako przestrzeń, egregor, coś w rodzaju heliosfery, w określonym obszarze przestrzeni czterowymiarowej. Tzw Piekło zostało po prostu zagospodarowane. To doskonały moment na przytoczenie artykułu „O Przebudzeniu – Wstęp” 1*, gdzie wyjaśniam procesy i prawa ludzkiego umysłu.

Wspomnę jeszcze o Lilith, pierwiastku żeńskim (Qliphoth, mądrości i niezależności), pierwszej żonie Adama, później żonie Szatana – ich zjednoczona istota to Bafomet, czyli całkowity potencjał ludzki w suchej postaci plus mądrość jako jego przetwarzanie. Dorzucić jeszcze Lucyfera, który był „na górze” przynosząc o górze wiedzę i mamy mądrość kosmiczną – pochodnię nad głową Bafometa. A propos mądrości kosmicznej…

Prawdopodobnie żyjemy w pojedynczej, Dziesięciu Wymiarowej Wszechrzeczy (Jedenastym jest Niebyt), ale takich pojedynczych Wszechrzeczy może być znacznie więcej, każda stworzona na indywidualny obraz istoty tam zarządzającej, albo proces Stwarzania jest jedynie rzutem Absolutu (Bytu i Niebytu), ale o tym w osobnym artykule.

Jeszcze ciekawostka odnośnie zadziwiającego Wszechświata (wewnątrz zamieszkiwanej Wszechrzeczy), związana z wcześniej opisywaną teorią, ze Strunami. Mianowicie o Teorii Dziesięciu Wymiarów: Dziesiąty jest Pierwszym (jak na górze, tak i na dole) i oba stanowią jeden wymiar, przybierając figurę Torusa i kula się zamyka, a kierunek jest zgodny z ruchem powietrza na Planetach, zakładając, że większość ma ten sam… właściwie należy się przyjrzeć obrotom Galaktyk, choć są rozłożone niby chaotycznie, to jednak mają swoje orbity, tzw Dziwne Atraktory. Na chwilę obecną wiemy zbyt mało o Życiu Wszechświata i wiemy także, że czeka go Śmierć. Jest wiele teorii Śmierci Wszechświata, ale o tym w osobnym artykule.

(patrz obrazek Teorii Dziesięciu Wymiarów, Jedenasty jest przestrzenią na zewnątrz Uroborosa)

graf 5

Zanim przejdziemy dalej, pragnę podzielić się odkryciem. Zapnijcie pasy i przygotujcie się do głębokiego lotu. W swoim czasie użyję tej koncepcji do książki sci-fi/fanstasy mego autorstwa.

Po wyrzuceniu Lucyfera z królestwa niebieskiego i mianowania go ambasadorem Piekła (gdzieś w obszarze czwartego wymiaru), gdzie za karę ugrzązł w zaklęciu stania się swoją negatywną stroną, zaczął wpływać swoim własnym potencjałem z przestrzeni Piekielnej na niższe wymiary, tworząc światy na swoje podobieństwo (zaginając czwarty do trójwymiaru, a trójwymiar rozłamując na płaski (Teorie Czarnych Dziur i zagięć Horyzontów Zdarzeń, w tyn Brany) i… jest jeszcze pierwszy wraz z dziesiątym tworzą pozycją w układzie. Tam między innymi Niebyt przechodzi w Byt, czyli po prostu Chaos. Dlatego królestwo niebieskie, będące symbolem porządku nie ma prawa egzystować „na szczycie”. Chyba że ta forma późniejszego Chaosu jest pierwiastkiem męskim, a to pierwiastek agresywny i niszczycielski).

Dodam możliwość założenia jednej z teorii czasowej, o względności czasu wobec wielkości obiektów i aktu obserwacji jako wielkość obiektu i odczuwania prędkości upływu czasu wobec zamieszkiwanego przez nas Wszechświata, gdzie galaktyki pędzą z określoną szybkością i obracają się wokół własnej osi, zagęszczając do elipsy, dzięki Super-masywnym Czarnym Dziurom w jądrach każdej galaktyki, że wszelkie wydarzenia na Ziemi od Stworzenia do dziś jest echem wydarzeń, odbijającym się po ewoluującej Wszechrzeczy, a czas wcale nie musi być względny wobec np. OTW Einsteina, a to podsuwa pomysł przeżycia nawet miliardów lat w kilka tysięcy 😉

Wyobraźcie sobie, że jesteśmy nie tyle co dziećmi Szatana, ale Szatanem sami w sobie, jesteśmy jego potencjałem, jako Ludzka Natura, a ten potencjał jest tak przeogromny, że aż nie jest w stanie się zmieścić w pojedynczym człowieku. Jego ogrom i siła, w ramach odbywanej kary jest odbiciem tego, co robimy sobie nawzajem, co robimy zwierzętom i przyrodzie, wszystko co wyrządzamy sobie… wszystko pod czujnym okiem najeźdźcy – kościoła fałszywego boga, a tworzą go ludzie, a więc także potencjał Szatana. Wniosek nasuwa się prosty „każda religia w fundamentach ma Satanizm”, zwrócony przeciwko sobie, o to zrobił kościół.

Wracając do Piekła – każdy człowiek żyje w swoim osobistym, będąc jednocześnie wokół Piekłem otoczonym. Dlatego Piekło jest jak Fraktal, by dotrzeć do Rdzenia trzeba się przebić przez wiele warstw. Piekło wokół można porównać do (nie)świadomości zbiorowej, według Carla G. Junga, które przynajmniej w dzisiejszych czasach zostało stworzone między innymi za pomocą mainstreamu. Inni z pewnością użyją słowa Matrix i także można je potraktować jako sedno sprawy, jak kto woli. Istnieje jeszcze wcześniej wspomniany Czyściec, ale o tym w osobnym artykule.

graf 6

Będąc potencjałem Szatana oznacza, że jesteśmy Demoniczni z natury, to nasze dziedzictwo, a to z kolei nie spodobało się fałszywemu bogu i zstąpił z nieba aby stłumić rosnące w siłę dzieło, do którego sam poniekąd doprowadził.

Czyim dzieckiem jest Lucyfer sam w sobie? Pierwotnej Matki, Łona Chaosu, która jest Stworzycielką wszelkiego życia, Twojego i marduka także. Zwróćcie uwagę na brak występowania w słownikach wyrazu stwórca w rodzajniku żeńskim. To pierwiastek żeński daje życie, a nie męski. Męski pierwiastek jest suchym potencjałem oraz siłą forsującą przestrzeń. Męski pierwiastek jest agresywny, bez mądrości żeńskiego niszczy wszystko na swej drodze, co widzimy w skutkach działania religii głównego nurtu od tysiącleci tu na Ziemi. To jest niszczycielska forma późniejszego chaosu na górze i życiodajna forma Pierwotnego Chaosu na dole.

Zachęcam przeczytać Pierwszą Księgę Grimoire of Tiamat. Tablice Enuma Elish także są interesujące, ale moim zdaniem są nieco zafałszowane. Dają pewne informacje, jak np. marduk, w pojedynku z Matką, używając czterech fundamentalnych sił kosmosu zwyciężył (w gruncie rzeczy jest ich pięć) i okrzyknął siebie najwyższym bogiem, po czym rozkazał wszystkim się sobie pokłonić. Moim zdaniem w tych tablicach jest jakiś szwindel. Nie wszyscy chcieli przejść na stronę marduka, a więc niektórych wcielił siłą, można się domyśleć których – tak o to powstało królestwo niebieskie. Te wszystkie pierwotne istoty są Smoczej i Gadziej natury, a marduk po prostu zapragnął stać się bogiem.

Dusza Matki wróciła do Łona Chaosu, szykując się do ponownego powrotu, a tym czasem nowy fałszywy bóg przejął kontrolę nad rozwijającym się życiem, w młodym jeszcze Wszechświecie. Skutki jego polityki modyfikacyjnej, a oraz ile znaczy dla niego cudze życie widzimy u Nas „w domu” na Planecie, od tysięcy lat. Odkąd się tu pojawił.

Na podstawie starożytnych pism i „przekazów” stworzono zniekształcony dom Szatana. Dla wielu bogobojnych ludzi jest głęboko zakorzenioną rzeczywistością, zafundowaną przez systemy religijne i pomimo że nie jest przedmiotem codziennych myśli, to jednak ta zniekształcona wizja bezkresnego cierpienia w płomieniach zatruwa ludzkie umysły głębokim i nieuświadomionym lękiem, który z kolei jest formą bardzo złożoną. Ta rzeczywistość, choć metaforyczna, silnie oddziałuje na decyzje i wybory większości ludzi na Ziemi. To forma głębokiej hipnozy, opartej na najgłębszych lękach, tak bardzo głębokich, aż z trudem rejestrowanych przez świadomość. Hipnoza trzymająca w okrutnie ostrych szponach kurtynę nad całą Planetą, przywdziewająca maski miłosierdzia, dobra i zaślepiającego światła. A jej twórca jest po prostu zwykłym wampirem emocjonalnym i śledząc historię ludzkości i pisma ani trochę święte, daje nam prawdziwy obraz jaki tak naprawdę jest i czym się żywi.

graf 7

Istnieją dwa rodzaje światła – blask, który oświeca, a oraz blask, który zaciemnia” – James Thurber

Biała magia kościoła utrzymuje ludzi można powiedzieć nagich. Ten rodzaj białej magii hipnotyzuje jasnością w ciężkich i zmieniających się czasach… powiedzmy ciemności. A do tego wiedząc, co reprezentuje sobą przysłowiowy fałszywy bóg, to o ile anioły istnieją i mu służą, czyni ludzkość dodatkowo niewolnikami. W Demony o wiele łatwiej jest uwierzyć, ponieważ często reprezentują naszą Ludzką Naturę, a raczej przedstawianą jej tzw mroczniejszą część. Nazywa się ją tak nie bez powodu – ona ma być mroczna i niewidoczna. W ten sposób aniołowie walczą z Demonami – oślepiają je. Skoro Demony to nasza natura, a anioły służą takiemu, a nie innemu bogu, to jest to sposób w jaki z nami walczą. O to jak zgotowano Piekło na Ziemi. Czarna magia uczy przede wszystkim widzieć to, co jest w życiu codziennym przez oślepiające światło i fałszywą miłość zakryte.

Światło nie świeci samo z siebie, potrzebuje energii, przez co jest bardzo wampiryczne. A więc te wszystkie pięknie odziane jasne istoty w rzeczywistości muszą żerować na innych, jak pasożyty. Z kolei Ciemność sama w sobie jest energooszczędna, jest naturalnym stanem rzeczy, a dzięki temu bezwarunkowym spokojem i bezwarunkową miłością – nie musi na nikim żerować, po prostu jest. Światło musi kusić, przyciągać, omamiać i w zamian za euforyczne doznania „Być”, w przeciwnym razie gaśnie. Zupełnie jak Słońce, w zamian za rozwój życia na „obdarzonych życiem Planetach” musi spalać swoje paliwo, ale to ma także swoją cenę. Po wyczerpaniu się paliwa Słońce, w zamieszkiwanym przez nas Układzie Słonecznym, przeistoczy się w Czerwonego Olbrzyma pochłaniając cztery pierwsze Planety, a następnie wybuchnie. Ostatecznie stanie się Karłem, ponieważ jest zbyt lekkie na zapadnięcie się Pola Grawitacyjnego, sprzyjającego narodzinom Czarnych Dziur.

graf 8

W poprzednich artykułach pisałem nieco o historii ludzkości. O skutkach oddzielenia kościoła od władzy, ale kościół tę nową (dzisiejszą) władzę sam wcześniej przygotował np. podstawiając swoich ludzi. Stosował także przekupstwo i zastraszanie. Mordował i szantażował. Dzięki temu sprawuje władzę aż do dziś.

Z perspektywy ludzi nie wierzących w bogów i religie można traktować wszystko, dosłownie wszystko jako fantazję i bajki, ale nie da się pominąć historii w postaci spisywanych od zarania dziejów faktów, choćby dwóch kontynentów, niemożliwych w kontaktach personalnych, a jednak wykazały religijne podobieństwa. Świadczy to tylko o wpływach pozaziemskich sił, oddziałujących na umysł ludzki. Nie da się temu zaprzeczyć, ponieważ zaprzeczenie karze nam myśleć w sposób klasycznego modelu fizyki, zakładającego teorię wielkiego wybuchu (zamiast Teorii Bran), pustej przestrzeni i innych absurdalnych teorii będących dziś fizycznie niemożliwych. Zawsze ogranicza nas technologia, ale wraz z jej rozwojem stajemy się coraz mądrzejsi. Model klasyczny został przyjęty w zamian za wyjście z ery średniowiecza, w której dokonał się pakt między Europą, a kościołem – ludzie zajmują się tym co widzialne, a kościół niewidzialnym i dzięki temu zbudowano „standardowy model nauki (manipulowany przez wpływ kościoła)”, który musiał spełnić swoją rolę, a który dziś przechodzi do historii. Gdyby nie fakt maczania kościelnych paluchów w każdą dziedzinę egzystencji człowieka, być może dziś latalibyśmy już w głęboki kosmos (Tesla, Haramein).

Akurat fizyka klasyczna nie chcąc ewoluować w model kwantowy sama skazuje siebie na obeschnięcie. To samo dzieje się z religiami, które sztywno trzymając się swoich doktryn, w sposób naturalny muszą obeschnąć i odpaść. Chyba że napiszą trzecią księgę, która przestrzeli dwa kolana starego i nowego testamentu, a dzięki temu będzie nie do przyjęcia i zwyczajnie się nie przyjmie.

Nie ujmując ludziom niewierzącym w bogów i religie (co jest postawą jak najbardziej pozytywną), to jednak przymykanie oczu na dzieje ludzkości pozwala na bycie eksploatowanym w niewidzialny sposób.

graf 9

Przypisy:
1) http://okulta.pl/astral/item/516-o-przebudzeniu-wstęp

Autor: Drakon

Opublikowano Ezoteryka | Otagowano , , | Skomentuj

Czym jest duch?

Przede wszystkim trzeba odróżnić Duszę od Echa. Dusza to z definicji dalsze życie człeka ciała pozbawionego. To implikuje pewien ciekawy efekt. Bez układu hormonalnego, taki byt nie jest zdolny do odczuwania jakichkolwiek emocji. Jest pierwotną siłą życiową, samą świadomością. To, czy posiada wspomnienia i zdolność przetwarzania informacji, pozostaje jeszcze kwestią sporną (choć to, że istnieją myślące byty astralne sugeruje taką możliwość), badaną obecnie przez neurologów (pewnie słyszeliście ostatnio o badaniach nad organoidami i sztucznymi splotami nerwowymi). Echo to wielka, naładowana silnymi emocjami kopia przeszłości, która ciągle i ciągle odtwarza się w astralu, zmienia i mutuje w swoim własnym garze wspomnień. Echo jest ucieleśnieniem wszystkiego, co dana osoba wygenerowała w tym miejscu i czasie.

Wracając do tematu: Dusze nie mogą być ani dobre ani złe – zwyczajnie nie przeżywają zbyt wiele w tej formie i nie podlegają problemom ciała fizycznego. Jeśli wywierają jakieś wpływy na świat materialny to albo efektem rozpędu, bo jeszcze nie pozbyły się nawyków albo na podstawie silnej i logicznej potrzeby poprawienia niedoskonałości, które im psują wizję. A i to takie działania są dość rzadkie i związane z potrzebą pozostania tu, gdzie nie bardzo już pasują. Echa natomiast bywają uciążliwe i potrafią narobić sporo problemów, kiedy zapętlą się w swoim żalu, gniewie i całej reszcie. Są pasożytami, żerują na energii ludzi, którzy doświadczają ich obecności. Mszczą się za przeszłość, nie zwracając zbytniej uwagi na to, czy obiekt ich działań choćby stał w pobliżu przyczyny ich powstania. Staja się poltergeistami. Czy echa mogą być pozytywne? Niezwykle rzadko ale tak. Muszą zajść przy tym dość wyjątkowe okoliczności. Bohaterska śmierć w trakcie ratowania innych, długotrwała praca charytatywna, mocno ponad siły, związana przy tym z silnym poczuciem misji i osobistego zaangażowania. Nie jest to tak częste jak te szkodliwe echa. Częściej od pozytywnych, heroicznych, powstają neutralne, niegroźne ale odrobinę irytujące. Dzieje się to wtedy, gdy ktoś cierpi na zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne. Nerwice natręctw zostawiają wyraźny i powtarzalny ślad w astralu i jest on łatwy do utrwalenia i zapętlenia. Echa takie nie są zwykle silne w pierwotnej formie ale wykazują wyjątkową zaraźliwość. Żywi mogą podłapywać obsesje echa i zwiększać jego własną moc.

Ale żeby wyczerpać temat, muszę zaznaczyć, że istnieje jeszcze trzecia możliwość. Wyjątkowo rzadka i związana z wyjątkowymi, tragicznymi okolicznościami. Czasem może zdarzyć się, że echo będzie wyjątkowo silne a dusza posiadająca jeszcze nawyk poddaństwa. Echo w takim wypadku może próbować zawładnąć i uwięzić duszę, która będzie traktowała Echo jako swoje ciało. Pozbawiona jednak fizycznych zmysłów, pogrążona w wiecznej agonii, będzie ulegała degeneracji. Świadomość jednak nie wygasa, więc lot w dół będzie trwał całymi wiekami, zmieniając ją w coś wstrętnego. Dusza posiada możliwość podejmowania decyzji, tworzenia i świadomego działania, czego brakuje Echu. Połączenie możliwości obu, tworzy byt, który z braku lepszych określeń można nazwać demonem.

Opublikowano Ezoteryka | Otagowano , , , | Skomentuj

Afirmacja – podstawy

To co jest tajemnicze, niezwykłe i nie do końca zrozumiałe, daje podekscytowanie, fascynację i zwykle nadzieję, że otrzymamy na tacy swoje marzenia, nie musząc przy tym kiwnąć palcem.

Właśnie z tego powodu często się słyszy „afirmacje nie działają”, „to jakieś tandetne dno”, „wmawianie sobie kłamstw”…

Zacznijmy od początku. Afirmacja jest słowem pochodzenia łacińskiego (łac. affirmare) które oznacza:

– potwierdzenie

– zgoda na coś

– uznanie/akceptacja czegoś

– pismo lub podpis, które coś potwierdzają

– stwierdzenie autentyczności

– zapewnienie

Już samo tłumaczenie rozwiewa wiele wątpliwości – afirmacja nic za nas nie zrobi. Pomaga w świadomej transformacji naszego życia z tego co mamy, na takie, które byśmy chcieli mieć poprzez „potwierdzenie”. I tutaj drobna uwaga:  nasze niekontrolowane myśli plączące się pod „czupryną”, również są afirmacjami i decydują o naszych, często nieświadomych wyborach.

Jednakże afirmowanie jest czymś znacznie więcej, niż tylko pustym powtarzaniem wytypowanego zdania „Jestem milionerem”. Afirmacje, które wykorzystujemy w rozwoju osobistym (ogólnie – pracy nad sobą) są zakorzenione w psychologii i psychiatrii jako terapia racjonalno-emotywna (RET) lub racjonalno-emocjonalna behawioralna (REBT). Sugeruje ona, że określone emocje i reakcje wynikają z określonych świadomych lub nieświadomych myśli. Co za tym idzie, wszystko co nas otacza, jest naszymi, bardzo często nieświadomymi wyborami i odbiciem wewnętrznego „ja”. Pierwszym krokiem we właściwym stosowaniu afirmacji, jest uświadomienie sobie zależności, o których wyżej wspomniałam. W końcu nie wolno nam zapominać, że jesteśmy kreatorami własnego życia i powinniśmy wziąć za nie należytą odpowiedzialność.

Technicznie rzecz biorąc, afirmacja, jest prostym zdaniem powtarzanym niczym mantra. Niektórzy nawet lubią ją przyrównywać do modlitwy – i tutaj nie zaprzeczę. W końcu ma na nas wpływać, również poprzez wiarę.

Tutaj przytoczę niechlubny cytat, często wykorzystywany przez PR’owców: „Kłamstwo powtarzane tysiąc razy, staje się prawdą.” Joseph Goebbels

Jest to sztuczka reklamowa, opierająca się na psychologii. Kiedy nasz umysł słyszy wielokrotność danej tezy/stwierdzenia, niezależnie od tego jakie są jego źródła, zaczyna uważać go za pewnik i coś naturalnego. Dlaczego nasz umysł można tak łatwo oszukać? Jest to efekt ewolucji: popełniłeś błąd, byłeś martwy. Jeśli zaś robiłeś to co innym zapewniło przetrwanie, również miałeś szansę przeżyć.

Zamiast ubolewać nad tym, że jesteśmy oszukiwani, ten aspekt można wykorzystać w pozytywny sposób – do własnego rozwoju, pracy nad sobą – do czego zachęcam.

Tutaj punktowo zamieszczę zasady tworzenia i stosowania afirmacji:

  • Zdanie afirmacyjne musi być krótkie.
  • Zdanie afirmacyjne nie może zawierać więcej niż jedną informację.
  • Zdanie afirmacyjne musi być zgodne z nami i naszymi poglądami (w innym przypadku będzie powodować wewnętrzny konflikt, dyskomfort, poczucie okłamywania siebie itd.)
  • Zdanie afirmacyjne musi być utworzone w czasie teraźniejszym lub teraźniejszym niedokonanym (nigdy nie stosuj czasu przyszłego, ponieważ dla naszego mózgu „jutro” zawsze jest „jutro”, a nie „teraz”)
  • W zdaniach afirmacyjnych zabronione jest stosowanie zaprzeczeń „nie”.
  • Pułapki słowne i postrzeganie słów: pamiętaj, że niektóre słowa są inaczej odczytywane przez naszą podświadomość (mózg): chcę/pragnę (jak długo zniesiesz narastające uczucie „chcenia”?), zasługuję (czyli jak się nie spełni… złapiesz depresję, bo przecież „nie zasługujesz”, jesteś niegodną osobą… może od razu idź do kąta, by się ukarać…)
  • Afirmacje dotyczą nas samych, ale to nie znaczy, że pośrednio nie wpłyną na innych. Mimo to nie afirmuje się „na kogoś”.
  • By stworzyć dobrą afirmację, trzeba zajrzeć głębiej „w nas” niż tylko stosować zaprzeczenia tego czego nie chcemy.
  • Afirmacje powinno się pisać minimum 21 dni
  • Afirmacje przynoszą lepszy efekt, kiedy stosuje się je w odmianach przez 3 osoby (wraz z wykorzystaniem swojego imienia, jeśli je lubisz)
  • Naucz się dziękować za to, co już posiadasz
  • Nagradzaj się za każdy etap (po każdych 7 dniach lub po 21 dniach)
  • Forma afirmowania może być dowolna: taniec, pisanie karteczek, śpiewanie, czytanie, ćwiczenie na siłowni. Najważniejsze, by Tobie towarzyszyły pozytywne emocje. Wówczas efekt jest silniejszy.
  • Raz dziennie powtarzaj afirmację patrzą sobie w oczy, przed lustrem.
  • Pamiętaj by nie dopuszczać tego negatywnego, wrednego wewnętrznego głosu. Pilnuj swoje myśli
  • Działaj – to ważny element całokształtu, przekonujący naszą podświadomość o faktycznej możliwości realizacji naszego planu
Opublikowano Afirmacja | Otagowano , | Skomentuj

Wewnętrzny płomień

Idzie zima. Chłodne powietrze wciska się przez wszystkie szczeliny, siedzimy zawinięci w koce, pijemy gorące kakao. Jest to więc dobra okazja do przećwiczenia ciekawej i użytecznej formy medytacyjnej. Rozpalmy więc w sobie wewnętrzny płomień, wypalmy lód z naszych dusz i serc. Wspomniana technika jest formą zaawansowaną, wymagającą pewnego doświadczenia, więc kieruję te słowa raczej do osób praktykujących, choć osoby początkujące również mogą próbować. Technika ta jest w pełni bezpieczna, choć jak w każdej – warto zachować umiar i obserwować własne reakcje na nią.

Cechą właściwą techniki Wewnętrznego Płomienia jest sięgnięcie do własnych pokładów emocji, uczuć i pasji, które tkwią w naszych duszach. Jest formą introspekcyjną, więc możemy oczekiwać ujawnienia emocji skrywanych nawet przed sobą. Warto więc zapewnić sobie komfortowe warunki do przepracowania myśli uwolnionych w ramach praktyki.

Przejdźmy więc do samego opisu medytacji Wewnętrznego Płomienia.

Jako, iż jest to forma, w której będziemy sięgać głęboko wgłąb własnej jaźni, powinniśmy przyjąć pozycję możliwie najwygodniejszą i sprzyjającą maksymalnemu relaksowi. Ze swojej strony polecam pozycję półsiedzącą. Podparte plecy i głowa, lekko uniesione kolana, z wałkiem pod nimi. Jeśli jest to możliwe, medytujemy nago lub w luźnych ubraniach, przykrywamy się cienkim prześcieradłem, by uniknąć przeciągów. Jest to opcjonalne i każdy powinien dostosować ten etap do własnych potrzeb. Nie warto natomiast ściśle podążać za wschodnimi tradycjami, jakie narzucają na nas określone zachowania. W tej technice najważniejsza jest wygoda i komfort.

Gdy wypracujemy już sobie odpowiedni sposób i miejsce do praktyki, zamykamy oczy. Bierzemy dziesięć głębokich wdechów. Przytrzymujemy powietrze w płucach przez dwie sekundy i wydychamy. Zapewni nam to dostateczne dotlenienie, w momencie w którym pogrążać się będziemy w transie. Staramy się wyciszyć myśli, choć nie zwalczamy ich na siłę. Niech wybrzmią i odejdą same. Nie podążajmy za nimi. Trwajmy w tym stanie do momentu, w którym poczujemy, że nasze ciało staje się ciężkie i bezwładne. Skupienie się na własnym oddechu pozwoli nam utrzymać świadomość mimo faktu, iż nasze ciała zapadają już w sen. W tym momencie mogą pojawić się niekontrolowane skurcze mięśni, zwane miokloniami. Nie powinno to nas niepokoić – jest to zjawisko naturalne.

Gdy jesteśmy już zupełnie zrelaksowani, nasze ciała rozluźnione i pogrążona w letargu, kierujemy naszą uwagę wgłąb naszego ciała. Zapadamy się w sobie. Z każdym kolejnym oddechem, wyobrażamy sobie jak kolejne warstwy naszego Ja mijają nas a my wnikamy w samo centrum naszej Świadomości. Omijamy sieć myśli, form, wspomnień, które nas budują. Szukamy pierwotnej iskry, która pali się w nas i daje nam życie. Szukamy Iskry, która żarzy się w naszej duszy, pcha do działania. Ogrzewa nas i daje nam życie. W tym momencie, zauważymy, że znamy do niej drogę. Gdziekolwiek byśmy nie podążali, wiemy, gdzie ona jest. Zbliżamy się do niej powoli, pozwalamy naszej Jaźni przyzwyczaić się do tego widoku. Następnie dotykamy jej.

Etap, który w tym momencie nastąpi jest wyjątkowo indywidualny i każdy powinien przeżyć go indywidualnie. Wrażenia, które towarzyszą dotknięcia Wewnętrznego Płomienia są najbardziej intymnymi i subiektywnymi odczuciami, jakich można doświadczyć. Nie śpieszmy się więc i pozwólmy trwać tej chwili.

Gdy poczujemy już, że czas dobiega końca, wycofujemy się powoli, pozwalamy umysłowi wyciągnąć nas na powierzchnię. Wypływamy z naszego wnętrza na powierzchnię. Znów jesteśmy w swoim własnym ciele, znów nasze myśli płyną tak jak wcześniej. Nasze ciała będą w tym momencie sztywne i uśpione, więc nie śpieszmy się z wstawaniem. Czasem potrzeba chwili, zanim wróci nam kontrola nad mięśniami. Głęboki wdech powinien pomóc wybudzić się ciału i przerwać trans.

Po zakończeniu praktyki, warto pozostać jeszcze chwilę w samotności. Wrażenia, które pojawiają się wraz z kontaktem z Wewnętrznym Płomieniem potrafią być przytłaczające.

Jeśli technika nie wyjdzie za pierwszym razem, nie ma powodów do zmartwień. Nie świadczy to o braku umiejętności czy talentu. Ta forma wymaga odpowiedniego dnia, nastawienia i stanu psychicznego by przyniosła to, czego od niej oczekujemy. Warto więc próbować i próbować. Za którymś razem wyjdzie i będzie to jedna z najbardziej wartościowych lekcji, jakie możemy sobie sami sprawić.

Opublikowano Medytacja | Otagowano , | Skomentuj

Mechanika kwantowa dla ezoteryka.

Od czasu do czasu pojawiają się w przestrzeni publicznej hasła wiążące pewne zagadnienia ezoteryczne z nowoczesną nauką. Niestety najczęściej te powiązania oznaczają jedynie podobieństwo pewnego zjawiska do popularnego opisu jakiegoś skomplikowanego zagadnienia. Umiejętność dostrzegania analogii to bardzo cenna rzec, ale niestety taka “analogia” jest prezentowana jako wyjaśnienie danego zjawiska, co wzbudza mój protest. Analogia nie jest wyjaśnieniem…

Czym jest mechanika kwantowa?

Mechanika kwantowa odnosi się do ruchu obiektów materialnych (I DO NICZEGO WIĘCEJ!!!), którego nie potrafi wystarczająco precyzyjnie wyjaśnić mechanika klasyczna. A więc: jeśli mamy jakiś obiekt i on się rusza, a jego ruch nie jest zgodny z przewidywaniami mechaniki klasycznej, to możemy spróbować rozwiązać zagadnienie jego ruchu za pomocą wzorów mechaniki kwantowej.

Tak więc mechanika kwantowa nie opisuje psychiki, nie zajmuje się duszą, nie bada świata duchów – opisuje tylko ruch obiektów materialnych…

Na szczęście dla nas to jeszcze nie znaczy, że nie jest to temat ciekawy – nawet dla ezoteryka…

Interferencja elektronów na dwóch szczelinach.

W Internecie można znaleźć opis zjawiska interferencji – zazwyczaj mowa o interferencji fotonów, ale w szczególności chodzi nam o interferencję elektronów na dwóch szczelinach. Zjawiska tego nie wyjaśnia mechanika klasyczna.

Dla mechaniki klasycznej elektron przechodzi przez szczelinę w przeszkodzie i na kliszy wypala plamę. Gdy są dwie szczeliny to oczekujemy, że na kliszy pojawiają się dwie plamy – co sugeruje mechanika klasyczna opisująca ruch cząstek, ale w rzeczywistości pojawiają się prążki interferencyjne: tak, jak w przypadku fal elektromagnetycznych. Pojedynczy elektron przechodząc przez przeszkodę z dwoma szczelinami zachowuje się tak, jakby był falą i przechodził przez obie szczeliny jednocześnie, i interferował sam ze sobą…

Jest to sprzeczne z naszą intuicją (i mechaniką klasyczną), która mówi, że elektron przechodzi przez jedną lub drugą szczelinę. To jednak nie koniec – zastrzegam jednak, że nie udało mi się niestety znaleźć w Internecie opisu bardziej zaawansowanej wersji dokładnie tego eksperymentu, którą poniżej podaję, a którą zapamiętałem ze studiów.

Skomplikujmy nieco sprawę…

Otóż z wzorów mechaniki kwantowej wynika, że gdybyśmy WIEDZIELI którędy przeszedł elektron, to… interferencja nie nastąpi. Czyli na ekranie za otworami nie będzie prążków interferencyjnych a dwie rozłączne wypalone przez elektrony plamy. To tak, jakbyśmy chcieli przesypywać piasek przez dwie dziurki – za dziurkami usypią się dwie kupki, dokładnie tak, jak chce tego mechanika klasyczna.

Oczywiście postanowiono to sprawdzić. Eksperyment postanowiono zmodyfikować tak, że na jednej z dziurek zamontowano czujnik, który wskazywał czy elektron przeszedł przez dany otwór. I w tym eksperymencie wykazano, że faktycznie tak jest, jak przewiduje mechanika kwantowa. Tylko, gdy czujnik nie działał była interferencja. Natomiast gdy go uruchamiano, i możliwa była identyfikacja otworu, przez jaki przeleciał elektron, eksperyment już nie dawał interferencji.

Eksperyment ten wskazuje, że elektron niejako WIE (jest świadomy), czy my wiemy, którędy przeszedł. I jeśli my mogliśmy to zweryfikować, to już nie interferował.

Idźmy krok dalej…

To bardzo ciekawy wynik, ale najciekawsze jeszcze przed nami. Otóż te same wzory mechaniki kwantowej mówią, że gdy użyjemy dwóch niezależnych czujników, to… interferencja znowu się pojawi… Czyli jeśli będziemy mieli dwóch niezależnych obserwatorów, to świat zacznie się zachowywać tak, jakby nie było żadnego.

Fizyka to nauka eksperymentalna, więc sprawdzono to, i faktycznie tak było – nie miało tu znaczenia, gdzie był umieszczony drugi czujnik – czy na drugim otworze, czy też na tym samym, co pierwszy otwór. Aktywacja drugiego czujnika powodowała, że interferencja ponownie się pojawiała, nawet dla pojedynczego elektronu.

I jeszcze krok dalej…

Krytyka tego eksperymentu jest jednak dość szeroka a jego rezultaty podważane – co może być przyczyną, że nie ma jego opisów w Internecie, choć przyznam, że nie szukałem zbyt długo.

Zaprojektowano jednak jeszcze bardziej skomplikowane eksperymenty. Np. w jednym z eksperymentów przeprowadzonych w 2012 roku potwierdzono, że (zgodnie z przewidywaniami mechaniki kwantowej) ignorowana jest nie tylko nasza intuicja, ale nawet i czas.

Z wyników tego eksperymentu wynika, że pomiar dokonany długo po tym, jak zaszły zjawiska kwantowe, pozwala ustalić faktyczny przebieg tego zjawiska w przeszłości, choć ono już zaszło. Sam eksperyment o jakim wspominam dotyczył nieco innych zjawisk, ale gdybyśmy chcieli powtórzyć go dla przypadku przejścia elektronu przez dwie szczeliny, to wyglądałby tak, że detektor należałoby ustawić w pewnej odległości od szczeliny – na tyle daleko od niej, żeby można było go włączyć dopiero wtedy, gdy elektron minie już przeszkodę. Dla przypomnienia – obserwacja którędy przechodzi elektron powoduje, że zachowuje się on jak fala, lub jak cząstka – czyli tu już mamy sytuację, że elektron przeszedł przez szczelinę, takie zdarzenie już należy do przeszłości.

Okazało się, że włączenie detektora po tym, jak minął już przeszkodę (czyli elektron musiał zdecydować, czy jest falą, czy też cząstką) nadal spowoduje zanik prążków i niejako włączenie detektora determinuje, jak zachowywał się elektron na przeszkodzie, czyli dużo wcześniej niż uruchomiony został detektor…

Zamiast podsumowania.

Oczywiście dyskusja nad sensem i znaczeniem tych obserwacji nie ustaje – to nie jest tak, że wiemy dlaczego się to dzieje. Mechanika kwantowa tego również nie wyjaśnia – po prostu daje narzędzia, umożliwiające przewidzenie rezultatów takich zjawisk.

Widzimy więc, że mechanika kwantowa niczego nie “wyjaśnia” – nawet w fizyce, której dotyczy.

Nie wyjaśnia również zjawiska świadomości, choć w jakiś sposób go dotyka, więc jak mogłaby “wyjaśnić” zachowanie się wahadeł, dwupunkt, czy też istnienie duchów?

Opublikowano Bez kategorii, Ezoteryka | Skomentuj

Cytaty – Albert Einstein

CYTATY einstein

Opublikowano Cytaty | Otagowano , | Skomentuj